Na dworze zapadł zmrok. Ulice kąpały się jedynie w żółtym blasku latarni. Było zimno, a ich okrycia wierzchnie robiły się coraz bardziej mokre od deszczu.
Przystanęli pod dachem niewielkiego budynku, znajdującego się pośrodku śpiącgo i głuchego parku.
Byli we dwoje, jakby sami na tym świecie.
Wymienili kilka głupich anegdotek.
Alien schowała dlonie do kieszeni płaszcza.
I zupełnie nagle połączyli się intensywnym pocałunkiem.
Nie zważali na zimno, ani na głośno bębniący deszcz.
Z ich obojgu emanowała gorączka.
Alien marzyła, by to trwało wieczność.
Żądza rozpierała ją z każdego zakamarka jej drobnego ciała.
Byli splecieni ze sobą tak mocno, że ledwo utrzymywali równowagę.
Ich oddechy były szybkie.
Powietrze przepełniło się namiętnością.
A potem zmęczeni, powrócili do rzeczywistości, zachowując te momenty pamięci.
Gdy Alien wracała autobusem, słuchając Coldplay na iPodzie, stwierdziła, że cholernie go kocha.
__________________________________________________________________________________
skins.
źrdło: google grafika


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz